Dorosnąć do wielkości
Dorosnąć do wielkości

Dorosnąć do wielkości

Mija kolejna rocznica uchwalenia Konstytucji 3 Maja – ustawy zasadniczej, którą Sejm Wielki przyjął w 1791 roku w ciężkich bojach z rodzimymi konserwatystami i z agenturami państw ościennych. Żadne z tych państw nie było zainteresowane tym, żeby Polska wstała na nogi. Konstytucję wywalczono też w zderzeniu z narodową przypadłością, której na imię prywata. Trzeba oddać sprawiedliwość posłom, którzy ją uchwalali – potrafili oni dla dobra ojczyzny zrzec się części własnych praw i przywilejów.

Dzisiaj, na szczęście, sąsiedzi nie stoją już na granicach z armatami wymierzonymi w naszą stronę. Przynajmniej nie w sensie militarnym. Własny ustrój i kształt państwa możemy urządzać samodzielnie. Idzie nam to jednak jak po grudzie. Znów mamy do czynienia z wszechobecną prywatą, która niczym kameleon zmienia kolory, a mimo to przetrwała zabory, dwie wojny światowe, hitlerowski i stalinowski terror, i w najlepsze upomina się o swoje. O kawałek lasu tu, o lepszą posadę dla zięcia tam, o kilka stołków więcej w koalicji gdzie indziej. Zza tych wszystkich zabiegów trudno dostrzec Polskę.

Ta sytuacja, do której być może zdążyliśmy już przywyknąć, budzi u naszych przyjaciół za granicą zgorszenie. Zwłaszcza u tych, którym w ogóle mogliśmy być i chwilami byliśmy wzorem. U przyjaciół powoduje zgorszenie, u wrogów radość.

Wspólne dziedzictwo

Nie zdajemy sobie sprawy, jak mocno za naszą wschodnią granicą wciąż rezonuje hasło „Rzeczpospolita Obojga Narodów”. Publicysta Tadeusz Myślik, który w latach 1990-1991 pełnił funkcję konsula generalnego RP w Mińsku, a więc obserwował schyłek ZSRR z miejsca bardzo konkretnego, opisał to wprost. Białorusini dążący wtedy do niepodległości wspominali Pierwszą Rzeczpospolitą jako państwo, w którym ich przodkowie czuli się równi wśród równych. Mówiono mu półżartem, że skoro Litwini nie chcą już unii z Polską, to Białorusini mogą ich zastąpić, bo i tak stanowili osiemdziesiąt procent ludności i terytorium Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Dużo gorzej oceniano politykę narodowościową Drugiej Rzeczypospolitej. To osławione podejście, żeby zgarnąć tyle, ile da się wynarodowić. Nieraz powtarzano byłemu konsulowi, że w Rydze dokonaliśmy wspólnie z Rosją Radziecką podziału Białorusi, że następnie usunięto język białoruski ze szkół i kościołów, że na rdzennych ziemiach prowadzono osadnictwo wojskowe, aż wreszcie wybudowano obóz koncentracyjny w Berezie Kartuskiej.

Nie chodzi jednak wyłącznie o dawne sprawy. Do własnej wielkości trzeba dojrzeć. Tymczasem ileż razy słyszy się w Polsce z ust skądinąd wykształconych ludzi, że żadnych Białorusinów nie ma, że to są po prostu Rosjanie albo zrusyfikowani Polacy, a w najlepszym wypadku „tutejsi” bez świadomości narodowej. To poglądy niegodne narodu, który szczyci się własnym patriotyzmem, a innym go odmawia. Z taką mentalnością nigdy nie zrzucimy z siebie stereotypu kolonizatora.

Warto przypomnieć fakt w Polsce mało znany. Rada Najwyższa Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, choć składała się w przeważającej większości z komunistów, pomimo presji Moskwy nie ratyfikowała Traktatu Ryskiego. Uznała, że dokonano w nim rozbioru Białorusi na część polską i radziecką. Białoruski ambasador nie przyjechał do Warszawy, mimo że jego ukraiński odpowiednik urzędował w stolicy przez cały rok, aż do powstania ZSRR.

Krótka zresztą misja Myślika w Mińsku, nie wszystkim w Warszawie miła, zostawiła po sobie dwa wydarzenia bez precedensu. Po pierwsze, polecił wymienić tablicę na gmachu Konsulatu Generalnego z dwujęzycznej (polsko-rosyjskiej) na trójjęzyczną (polsko-białorusko-rosyjską). Po drugie, noty kierowane do białoruskiego MSZ pisał wyłącznie po białorusku. Tak już zostało.

Dyktatura panująca dziś na Białorusi nie jest wieczna. Prędzej czy później padnie, a zrobić to mogą jedynie robotnicy, nie zaś inteligenci i studenci. Wtedy warto będzie Białorusinom przypomnieć, że Konstytucja 3 Maja była naszym wspólnym dziełem.

Polska przed rozbiorami

W drugiej połowie XVIII wieku Polska była jednym z największych państw Europy. Jej obszar liczył 740 tys. km². Ale jednocześnie była to gospodarka w ruinie, armia szczupła, a struktury władzy niewydolne. 5 sierpnia 1772 roku Rosja, Prusy i Austria podpisały w Petersburgu porozumienie i na mocy odpowiednich traktatów odebrały Rzeczypospolitej trzydzieści procent jej terytorium. Tak odbył się I rozbiór.

Dzieło Sejmu Wielkiego

6 października 1778 roku zebrał się w Warszawie sejm, który już dzień później, pod laską marszałków Stanisława Małachowskiego i Kazimierza Sapiehy, przekształcił się w Sejm Wielki. Obradował przez cztery lata, do 29 maja 1792 roku. Jego największym osiągnięciem była uchwalona 3 maja 1791 roku ustawa zasadnicza. Była to pierwsza w Europie nowoczesna konstytucja oparta na trójpodziale władzy: ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej.

Targowica i drugi rozbiór

Reformy Sejmu Czteroletniego miały też swoich przeciwników. Należeli do nich między innymi hetman Franciszek Ksawery Branicki, biskup inflancki Józef Kossakowski, Szymon Kossakowski, Szczęsny Potocki i Seweryn Rzewuski. W Petersburgu, pod patronatem Katarzyny II, zawiązali spisek. Akt konfederacji podpisali, a następnie ogłosili go pod fałszywą datą 14 maja w Targowicy, pogranicznym miasteczku na Ukrainie. Dorobek Sejmu Wielkiego i samą Konstytucję uznali za nieważne i wezwali Rosję do interwencji zbrojnej.

Ostatni sejm Pierwszej Rzeczypospolitej, znany jako grodzieński, zatwierdził 22 lipca 1793 roku traktat z Rosją, a 25 września tego samego roku traktat z Prusami. Polska zrzekała się na rzecz Rosji 250 tys. km² swojego terytorium, a na rzecz Prus ponad 57 tys. km². Był to II rozbiór.

Insurekcja i szubienice na Rynku

Warszawa już od wczesnej jesieni 1793 roku była podminowana przez tak zwane Sprzysiężenie Rewolucyjne, założone z inicjatywy szefa 10. regimentu koronnego Ignacego Działyńskiego oraz Karola Prozora. Organizacja rozrastała się mimo fali aresztowań w lutym i marcu 1794 roku.

24 marca 1794 roku Tadeusz Kościuszko ogłosił w Krakowie rozpoczęcie powstania. Niespełna miesiąc później, w Wielki Czwartek 17 kwietnia 1794 roku, kierownictwo Sprzysiężenia podjęło decyzję o wybuchu insurekcji w Warszawie.

W nocy z 8 na 9 maja mieszkańcy Warszawy ustawili trzy szubienice na Rynku Starego Miasta oraz czwartą na Krakowskim Przedmieściu. Wyrokiem Sądu Kryminalnego, opatrzonym klauzulą natychmiastowego wykonania, powieszono czterech zdrajców: hetmana wielkiego koronnego Piotra Ożarowskiego, marszałka Rady Nieustającej Józefa Ankwicza, hetmana polnego Józefa Zabiełłę i biskupa inflanckiego Józefa Kossakowskiego.

W nocy z 27 na 28 czerwca stanęło w Warszawie jedenaście nowych szubienic. Powieszono na nich między innymi znanych z okresu Targowicy dostojników: biskupa wileńskiego Ignacego Massalskiego i kasztelana przemyskiego Antoniego Czetwertyńskiego. 11 września Sąd Kryminalny Wojskowy wydał wyrok śmierci na biskupa Wojciecha Skarszewskiego za zdradę ojczyzny.

Vivat Król, Vivat Naród

11 czerwca 1999 roku Jan Paweł II odwiedził polski parlament. Było to wydarzenie bez precedensu w dziejach Kościoła – po raz pierwszy papież gościł w parlamencie narodowym. W towarzystwie marszałków Sejmu i Senatu, Macieja Płażyńskiego oraz Alicji Grześkowiak, udał się do sali obrad plenarnych. Czekał tam urzędujący prezydent Aleksander Kwaśniewski, byli prezydenci Lech Wałęsa i Wojciech Jaruzelski, a także ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski.

Marszałek Płażyński przypomniał słowa papieża wypowiedziane w 1979 roku podczas Mszy świętej w Warszawie – o odnowę oblicza tej ziemi. Odwołał się również do wielowiekowej tradycji polskiego parlamentaryzmu, zapewniając, że jest ona dla posłów i senatorów wezwaniem do rozwagi oraz przestrogą, jak wysoką cenę płaci się za upadek cnót obywatelskich. Podkreślał, że nauczanie Ojca Świętego ukazywało obowiązek szukania tego, co łączy, a nie tego, co dzieli.

Do polskich parlamentarzystów, członków rządu i zaproszonych gości Jan Paweł II mówił: „Chciałbym życzyć posłom i senatorom, aby w centrum ich wysiłków ustawodawczych zawsze znajdował się człowiek i jego rzeczywiste dobro. Wykonywanie władzy politycznej powinno być ofiarną służbą człowiekowi i społeczeństwu, nie zaś szukaniem własnych czy grupowych korzyści. Właśnie w gmachu Sejmu w sposób szczególny uświadamiamy sobie zasadniczą rolę, jaką w demokratycznym państwie spełnia stanowiony tu porządek prawny, którego fundamentem zawsze i wszędzie winien być człowiek, jego niezbywalne prawa i prawa całego narodu”.

Papież przypomniał heroiczne świadectwa polskiego dążenia do suwerennego państwa, które dla wielu pokoleń Polaków istniało wyłącznie w marzeniach, w przekazach rodzinnych i w modlitwie. Na koniec wypowiedział słowa, które padały kiedyś na zakończenie obrad Sejmu Wielkiego: „Vivat Król, Vivat Naród, Vivat wszystkie Stany”.

Kres

9 listopada 1794 roku do Warszawy wkroczył feldmarszałek Aleksandr Suworow. 14 listopada Rosjanie uderzyli na szańce Pragi i po czterech godzinach walki zdobyli je. Straty polskie wyniosły sześć tysięcy zabitych i rannych, około dziesięciu tysięcy jeńców oraz siedem tysięcy wymordowanej ludności cywilnej.

22 listopada Ignacy Potocki, który wcześniej bezskutecznie szukał pomocy dla insurekcji w Wiedniu i Paryżu, oficjalnie powiadomił placówki dyplomatyczne o upadku powstania kościuszkowskiego. 29 listopada Austria zgodziła się na III rozbiór Polski zgodnie z podziałem opracowanym w Petersburgu.

Od okrzyków „Vivat Król, Vivat Naród, Vivat wszystkie Stany”, wznoszonych przy uchwalaniu Konstytucji 3 Maja, nie minęły nawet cztery lata. Polska przestała istnieć jako państwo.

Co stracił kontynent

Na początku XX wieku, aż do wybuchu pierwszej wojny światowej, Kraj Przywiślański dostarczał rosyjskiemu wojsku wyższy odsetek analfabetów niż którakolwiek z pozostałych europejskich guberni imperium. Tymczasem w środku drugiej połowy XVIII wieku ten sam obszar powołał do życia pierwsze na świecie ministerstwo oświaty – Komisję Edukacji Narodowej – i z dużą energią realizował jej programy. Zestawienie tych dwóch niekwestionowanych faktów pozwala ocenić, co na rozbiorach Rzeczypospolitej stracił cały kontynent.

Paweł Jasienica w swojej „Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Dziejach agonii” zwraca uwagę, że rozbiory skrzywdziły całą Europę. Zubożyły jej kulturę, bo odebrały Polakom, Litwinom, Ukraińcom i Białorusinom prawo do swobodnej, niekonspirującej i nieemigrującej twórczości. Zniszczyły już rozpoczęty, wcale nie tchórzliwy ośrodek reformy. Do tego wywarły bardzo niefortunny wpływ na układ stosunków międzypaństwowych w Europie.

Cykl zdumiewających cudów politycznych rozpoczął się w 1762 roku. Ta sama data oznacza wstąpienie rodowitych Niemców na rosyjski tron. Po Piotrze Holstein-Gottorp zasiadła tam jego żona, Zofia Augusta Fryderyka z domu Anhalt-Zerbst, znana lepiej jako Katarzyna II. Jasienica uznaje za lekkomyślność nieuwzględnianie tej zbieżności. Jeżeli wiąże się ona z jakimś prawem historii, to najpewniej z tym, że człowiek zazwyczaj, choćby podświadomie, sprzyja swoim. Cofając własne wpływy aż za Bug i pomagając bezpośrednio w rośnięciu potęgi Prus, Rosja uzyskała skutek trwały – skazała siebie samą na Niemcy. Od tego momentu stosunek do Niemiec stał się kluczem do zrozumienia polityki rosyjskiej i czynnikiem, który trzeba uwzględniać w każdej kalkulacji.

Jacques Bainville twierdził, że Europa nie stała się germańska już w średniowieczu tylko dlatego, że Rzesza nie była zdolna utworzyć silnego ośrodka władzy centralnej. Po 1762 roku, dodaje Jasienica, znalazła się na niezawodnej drodze do uzupełnienia tego braku. Zdobyte przez Piotra Wielkiego możliwości utrwalenia rosyjskiej hegemonii przestały istnieć.

Po 1795 roku środkowoeuropejska przestrzeń polityczna – od Warty aż po Dźwinę – została szczelnie wypełniona przez organizmy wielkich, z samej swej natury zdobywczych mocarstw. Zniknął niezwykle ważny czynnik równowagi – Rzeczpospolita, zbudowana z dwóch organicznych, samodzielnie wyrosłych tworów wielowiekowej historii, czyli z Polski i Litwy. Tradycja polityczna Obojga Narodów polegała na niechęci do wojen w ogóle, a do wojen zaborczych w szczególności.

Od tej pory jedynym gwarantem spokoju została solidarność trzech zaborczych stolic – Petersburga, Berlina i Wiednia. Utrzymywała się ona przez długi czas, ale jej nieuniknione pęknięcie doprowadziło prędzej czy później do kataklizmów w skali, jakiej historia wcześniej nie widziała. Trzeba było ją zresztą od razu okupywać działaniem wbrew naturze – tłumieniem kulturalnych, społecznych, gospodarczych i politycznych dążeń kilku narodów, które były gospodarzami rozdzielonych obszarów.

Te narody skrzywdzono bezpośrednio. Pokrzywdzonych pośrednio było tylu, ilu mieszkańców liczył od tego momentu nasz kontynent.

Rozbiorów dokonały trzy państwa z silnie rozbudowanymi aparatami wojskowymi i hierarchiami biurokratycznymi. Lud na wschodzie Europy był wówczas bezwolny i w przeważającej większości biedny. Warunki społeczne, interesy stanowe i osobiste uprzywilejowanych, to znaczy herbowych i majętnych, raczej skłaniały do pogodzenia się z faktem dokonanym, czyli z zagładą Rzeczypospolitej. Ale nie wszyscy z uprzywilejowanych godzili się na takie podsumowanie dziejów ojczyzny. Nowy rozdział otworzyła ludzka wolna i nieprzymuszona wola. Zaczął się, zanim jeszcze poprzedni przebrzmiał do końca.

Opracowano na podstawie tekstu publicystycznego Tadeusza Myślika oraz książki Pawła Jasienicy „Rzeczpospolita Obojga Narodów. Dzieje agonii”, PIW, Warszawa 1982, s. 562-571.

Popularne artykuły